Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia uznał Łukasza Żaka za winnego wszystkich zarzucanych mu czynów i wymierzył mu karę łączną 20 lat pozbawienia wolności. To najwyższy wymiar kary, o jaki wnosiła prokuratura. Oprócz kary więzienia sąd orzekł wobec skazanego dożywotni zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych oraz obowiązek zapłaty po 300 tys. zł zadośćuczynienia dla osób pokrzywdzonych w wyniku tragicznego wypadku.
Zgodnie z obowiązującymi przepisami Łukasz Żak będzie mógł ubiegać się o warunkowe przedterminowe zwolnienie dopiero po odbyciu 15 lat kary. Sąd zdecydował również o przedłużeniu tymczasowego aresztowania do września 2026 roku. Ogłoszony wyrok nie jest prawomocny.
W ustnym uzasadnieniu sędzia Maciej Mitera podkreślił, że zachowanie oskarżonego było wyjątkowo niebezpieczne i świadome. Zwrócił uwagę, że rozpędzenie Volkswagena Arteona do prędkości przekraczającej 200 km/h na jednej z głównych warszawskich arterii stwarzało ogromne zagrożenie dla wszystkich uczestników ruchu drogowego. Sędzia ocenił również postawę Łukasza Żaka podczas procesu, wskazując na brak skruchy oraz niewłaściwe zachowanie na sali rozpraw.
Do tragedii doszło we wrześniu 2024 roku na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie. Według ustaleń śledczych Łukasz Żak prowadził Volkswagena Arteona z prędkością około 226 km/h, mając we krwi ponad promil alkoholu. Samochód z ogromną siłą uderzył w prawidłowo jadącego Forda Focusa.
W wyniku zderzenia śmierć na miejscu poniósł 37-letni kierowca Forda. Ciężkich obrażeń doznały jego żona i dzieci podróżujące tym samym pojazdem. Ranna została również pasażerka Volkswagena, która była wówczas partnerką Łukasza Żaka.
Postępowanie wykazało, że po wypadku sprawca nie udzielił pomocy poszkodowanym. Według ustaleń prokuratury polecił swoim współpasażerom pozostawić ofiary i oddalił się z miejsca zdarzenia. Następnie wyjechał do Niemiec, gdzie został zatrzymany po wydaniu Europejskiego Nakazu Aresztowania i przekazany polskim organom ścigania.
Prokuratura postawiła Łukaszowi Żakowi zarzuty spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym pod wpływem alkoholu, nieudzielenia pomocy osobom poszkodowanym, prowadzenia pojazdu pomimo obowiązującego zakazu oraz popełnienia innych przestępstw związanych z tym zdarzeniem.
Duże emocje wzbudzało również zachowanie oskarżonego podczas procesu. Jak relacjonowano w trakcie rozpraw, Łukasz Żak wielokrotnie obrażał sąd, śmiał się, żartował i zakłócał przebieg postępowania razem z pozostałymi oskarżonymi odpowiadającymi za utrudnianie śledztwa oraz nieudzielenie pomocy ofiarom.
Dopiero podczas mów końcowych przeprosił wdowę po zmarłym 37-latku. Kobieta nie przyjęła tych przeprosin, podkreślając, że przez cały proces oskarżony i jego towarzysze nie wykazywali skruchy, a postępowanie sądowe traktowali jak zabawę.
Ogłoszony wyrok kończy postępowanie przed sądem pierwszej instancji, jednak sprawa nadal może trafić do sądu odwoławczego. Do czasu uprawomocnienia się orzeczenia każda ze stron ma prawo złożyć apelację.